Pamięć jest zawodna. Przyczyna problemów z matematyką nr 2

Dorosłym wydaje się, że dziecko powinno zapamiętać WSZYSTKO po jednokrotnym przeczytaniu, usłyszeniu, wytłumaczeniu i ewentualnie przećwiczeniu. Tymczasem my sami ileż to musimy rzeczy spamiętać i jak na to narzekamy.

Dziecko w szkole ma do zapamiętania niebywale więcej informacji. Nie tylko z matematyki. 

Trudno je wszystkie spamiętać i statystycznie mamy znakomity dowód, że to niemożliwe dla większości dzieci, a są nim oceny w szkole, układające się w kształt krzywej Gaussa.

Naturalne w edukacji jest to, że najpierw się czegoś dowiadujemy, możemy to przetrenować, potem większość z tego zapominamy, wreszcie sobie przypominamy (zwykle zajmuje to nam mniej czasu, jeśli robimy to po raz kolejny) i znowu powinniśmy przetrenować, i takich iteracji jedne dzieci potrzebują mniej, inne więcej.

Klasówki i kartkówki z różnych przyczyn nie uwzględniają tego zjawiska.

Typowe są sytuacje, gdy dziecko zapomniało zasad dodawania i odejmowania liczb dwucyfrowych, a każe mu się dodawać/odejmować w pamięci, mnożyć, dzielić i potęgować – i jeszcze włączać rozumienie zadań tekstowych. I opanować kolejność działań. Można, ale najpierw trzeba się upewnić, że reszta jest na odpowiednim poziomie, a do tego służy powtarzanie.

Repetitio est mater studiorum.

Program w klasach 4-6 jest ułożony tak, aby dziecko w klasie 6 uzyskało konkretny efekt, tj. umie mnożyć, dzielić, ułamkować, procentować, liczboujemnować i geometrować. Temu służą liczne powtórzenia bardzo skondensowanego materiału. Innymi słowy, w 4 klasie jest bardzo dużo materiału do opanowania w krótkim czasie i twórcy programu a priori zakładają, że trwałe jego poznanie jest niemożliwe, dlatego powtarzają go w klasach 5 i 6.

Można tak robić. Tylko pod jednym warunkiem – nie oceniamy dzieci, które nie nadążają z tą ilością materiału, skoro celem jest, aby nabyły trwale wszystkie umiejętności dopiero w klasie 6.

Słaba ocena zniechęca bowiem do powtarzania, zaniża samoocenę i wprowadza beznadziejność nauki – skoro i tak mi nie idzie, to po co mam się uczyć? Jestem do niczego.

Oceny niestety nie mają zbyt wiele wspólnego z umiejętnościami matematycznymi dziecka, a dobre oceny w przypadku dziecka, które musi powtarzać częściej, przychodzą z czasem (o ile rozumie zagadnienie i je powtarza, aż wprowadzi do pamięci trwałej, a nie chwilowej).

Na naszych zajęciach staramy się iść z aktualnym programem, ale często najpierw nadrabiamy zaległości, z którymi dzieci przedostają się do kolejnej klasy. To jest wszystko do zrobienia, ale potrzeba czasu – i powtarzania. I wsparcia dzieci, jeśli otrzymają złą ocenę, a nie pretensji i presji.

Sami też nie lubimy, gdy ktoś, kto ma nad nami władzę, wywiera presję i zgłasza pretensje. Czemu zatem nasze własne, ukochane dzieci tak często traktujemy w ten sposób?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s